HOT EYES STEAM Rozgrzewająca maska na oczy

Jakiś czas temu zarejestrowałam się w portalu Ambasadorka-Kosmetyczna. Jest to miejsce w którym możemy zostać ambasadorami marek, które dopiero pojawiają się w naszym kraju. Maseczka Hot Eyes Steam była to 3 kampania, do której szczęśliwie udało mi się dostać. Myślę, że rejestracja w portalu to strzał w 10, a zgłoszenie się do tej kampanii to Jackpot. Nigdy nie pomyślałabym nawet o tym, że maseczka może działać takie cuda.

Obiecanki cacanki?

Producent obiecuje, że maseczka zredukuje cienie pod oczami, zmniejszy opuchliznę, wygładzi skórę. Ma ona także przynosić natychmiastową ulgę zmęczonym oczom oraz je regenerować. Dzieję się tak ponieważ temperatura, którą osiąga maseczka, wpływa pozytywnie na krążenie krwi w okolicach oczu. Maseczka po wyciągnięciu z opakowania zaczyna reagować z tlenem i nagrzewać się aż do 40 stopni. Zaraz po wyjęciu jej z opakowania kładziemy na oczy i trzymamy 10 minut. Mamy wtedy czas dla siebie, więc  możemy się relaksować np. słuchając w tym czasie swojej ulubionej muzyki. Maski nie należy przetrzymywać na oczach dłużej niż 15minut, nie stosuje się jej mając włożone soczewki kontaktowe lub inne kosmetyki na oczach. Należy też zaniechać stosowania kiedy cierpimy na jakieś choroby. No dobra, tyle teorii, a teraz kilka słów ode mnie.

Mrauuu!

Tak, to było pierwsze co pomyślałam po zdjęciu maseczki z oczu. Początkowo zakładałam, że Hot Eyes Steam to "dużo krzyku o nic". Ale po 10 minutach, czyli bardzo szybko, zmieniłam zdanie. Maseczkę przetestowałam po powrocie z trasy, zazwyczaj po powrocie wyglądam jak chodzące zombie. Tym razem było podobnie. Z cieniami pod oczami nie radził sobie korektor, a zapałki w powiekach łamały się pod wpływem ich ciężaru. No więc, przygotowałam sobie cieplutką kąpiel z ulubioną bath bomb(om - odmienia się to słowo?), włączyłam ulubiony podcast, przygotowałam drinka i cała podekscytowana nowym produktem wskoczyłam do wanny. I tutaj zadziały się cuda. Maseczka zdecydowanie przyniosła ulgę zmęczonym oczom, cienie się zredukowały, lecz nie zniknęły całkowicie. Z powiek zniknęła opuchlizna. Ale to nie najważniejsze, ważniejsze jest to, że ciepło maseczki wpłynęło pozytywnie nie tylko na oczy lecz na całe ciało. Ciepło pozwoliło mi się zrelaksować jak nigdy dotąd. Było mi przyjemnie jak na masażu. Żal było mi ją zdejmować kiedy zadzwonił stoper. 

Warto?

Po ten produkt na pewno sięgnę jeszcze nie jeden raz. Choć maseczka nie jest wybitnie droga to też nie jest tania; około 10 zł za 1 maskę. Jednak kiedy przełożymy tą cenę na to jakie uczucie relaksu gwarantuje, to nagle staje się ona znikoma. Niestety nie znalazłam nigdzie informacji o tym, jak często można z takiej maski korzystać oraz czy składniki, które jednak jakoś reagują z tlenem nie wpłyną negatywnie na nasz wzrok/ oczy kiedy będziemy sięgać po nią częściej. Myślę, że przy zachowaniu umiaru nic nie powinno nam się stać, tym bardziej, że maseczkę stosować można wszędzie, czy to w samochodzie, wannie, łóżku czy biwaku. Jej transport także jest bardzo prosty, bo maska nie zajmuje wiele miejsca. Uważać natomiast trzeba tylko na to, aby przypadkowo nie uszkodzić opakowania, które według mnie jest bardzo mocne. W przypadku jego uszkodzenia do opakowanie dostanie się powietrze, a więc maska przereaguje w nim i później już nie zadziała na naszych oczkach. Szkoda, że nie jest ona wielorazowa, ale co zrobić. Nie istnieją produkty idealne.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2018 Prze- Testujemy wszystko , Blogger